Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
109 postów 1068 komentarzy

"Nowa Polska"

Analityk - System III RP usiłował mnie zniszczyć zawodowo, publicznie, a na końcu prywatnie. Oparty na kłamstwie, nienawiści oraz promujący zło, wymaga gruntownej przebudowy. Jak tego dokonać?

Żydzi i Polacy - po prostu nie pasujemy do siebie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Pozwoliłem sobie zamieścić tekst profesora Rafała Brody z 2002 r. wraz ze wstępem z 2006 r. Problemy w nim poruszone są nadal aktualne, bolesne i wciąż nie rozwiązane.

  1.  

Prof. dr hab. Rafał BRODA

Żydzi i Polacy - po prostu nie pasujemy do siebie

 

 

 

Od autora

 

            Poniższy artykuł został napisany prawie dokładnie cztery lata temu, w reakcji na atak na Polskę związany z wydarzeniami w Jedwabnem. W zamyśle miał on zainicjować polsko-polską debatę nad wyborem drogi naszego postępowania wobec ustawicznych anty-polskich prowokacji środowisk żydowskich. Artykuł ten został przesłany do redakcji Naszego Dziennika, a później do tygodnika Głos - jednak w żadnym z tych pism do dzisiaj nie został opublikowany.

            W związku z kolejnym, bezprecedensowym atakiem na Polskę, zainicjowanym oszczerczymi tezami nowej książki J.T.Grossa, artykuł stał się dzisiaj jeszcze bardziej aktualny i podkreślił wagę zawartego w nim twierdzenia, że my Polacy i tak nie unikniemy rzetelnej debaty na ten temat. Dlatego cieszę się, że twórca ważnego dla naszych narodowych spraw portalu Ojczyzna - Zbyszek Łabędzki, zdecydował się przedstawić publicznie ten tekst.

            Gdyby istotnie wywiązała się proponowana debata, to wydaje się, że forum dyskusyjne portalu Ojczyzna byłoby właściwym miejscem wymiany zdań. Najważniejszym wątkiem takiej dyskusji musiałyby być myśli dotyczące głównie wniosków, t.j. naszego sposobu postępowania, wobec nauk płynących z historycznych doświadczeń.

 

Rafał Broda  

Kraków 31 lipca 2006       

 


 

 

"Żydów w Polsce dzisiaj nie ma" - tym stwierdzeniem rozpoczyna się prawie każdy artykuł na temat stosunków polsko-żydowskich. W wielu wypowiedziach publicznych zdanie to powtarzane jest z namaszczeniem sugerującym objawienie oczywistej prawdy, na ogół prawdy służącej wygłoszeniu politycznie użytecznego, choć beznadziejnie głupiego sloganu: "Żydów w Polsce nie ma, a antysemityzm jest".

 

Istotnie, gdy przywołać obrazy z przedwojennej Polski, nie ma w dzisiejszym polskim krajobrazie charakterystycznych postaci w chałatach, nie ma miejscowości w których pobrzmiewa gwar obcej mowy, a w sobotę ustają wszelkie zajęcia. Nie ma skupisk krzątających się ludzi, którzy ze swą odmiennością w jakiś sposób budzili respekt upartym dążeniem do trwania jako odrębny naród, ze swoimi tradycjami obyczajami, religią i kulturą. Nawet w książce telefonicznej tylko z rzadka odnajduje się dzisiaj typowe dla Żydów nazwiska; giną one w gąszczu pięknie brzmiących polskich nazwisk, tak niezwykle licznych, jakby polskich rodów nie dotknęły hekatomby tragicznej historii. I powinna ta tragiczna nieobecność tkwić wśród nas jako wymowny ślad barbarzyństwa niemieckiego najeźdźcy. Tak jak w każdej polskiej rodzinie tkwi cierń bolesnej pustki i gasnących już wspomnień o tych, którzy padli ofiarą zbrodniczego okupanta, tak Naród jako całość powinien odczuwać brak tej części społeczności, która przez wiele stuleci zamieszkiwała obok nas polskie ziemie.

 

Powinien...., ale coś temu przeszkadza, coś się dzieje niedobrego, co nakazuje przytłumić w sobie naturalny dla chrześcijan, prosty odruch dobrej pamięci, pozbawiony wspomnień o trudnych czasem zaszłościach i dyktowany piękną zasadą - de mortuis nihil nisi bene. Jest coś co zmusza do myślenia bardziej realistycznego, do bardziej dogłębnego zaglądania w przeszłość, także do chłodnej oceny teraźniejszości, by snuć wnioski pozbawione tej pozytywnej naiwności z jaką podchodziliśmy dotychczas do spraw narodowych. Nie sposób nie zastanawiać się nad prawdziwością tezy, że Żydów w Polsce dzisiaj nie ma, gdy w życiu publicznym dzisiejszej Polski bardzo aktywni i widoczni są Żydzi, którzy na co dzień dają nam odczuć swą obecność, a zarazem obcość, w sposób niezwykle agresywny, pozbawiony jakiejkolwiek delikatności. Ich nie liczące się z niczym brutalne wypowiedzi i działania tak wymownie potwierdzają najgorsze opinie z przeszłości, że potrzeba niezwykłej wprost odporności, by ustrzec się przed uogólnieniami.

 

Od wielu lat mamy do czynienia z intensywną obecnością tematów żydowskich w polskich środkach masowego przekazu. Gdyby tą miarą mierzyć obecność Żydów w Polsce, to można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z niezwykle liczną mniejszością, która manifestuje swoją odrębność, a nawet wrogość, a mimo to chce uznania jej za tak ważny element polskiej społeczności, że ma prawo pretendować do kształtowania podstawowych elementów życia w Polsce. Ambicje te najwyraźniej nie ograniczają się do artykulacji spraw, czy choćby nawet pretensji dotyczących nielicznej grupy Żydów w Polsce. W gruncie rzeczy mamy do czynienia z destrukcyjnym zachowaniem uderzającym raz po raz w samą istotę polskości, z działaniami, które w ewidentny sposób koordynowane są z hałaśliwymi akcjami inicjowanymi przez prawdziwie antypolskie środowiska żydowskie poza granicami naszego Kraju. Polska opinia publiczna raz po raz wstrząsana jest bulwersującymi oskarżeniami, niesprawiedliwą i kłamliwą propagandą, dyskredytującą Polskę, działaniami, które wprost deprecjonują naszą suwerenność i uderzają w naszą godność.

 

W Polsce na poważną skalę to zjawisko zaczęło się w 1987 roku kiedy Tygodnik Powszechny artykułem Jana Błońskiego zainicjował wielką akcję oskarżania Polaków. Dysponując wyjątkową w tym czasie licencją na niezależność Redakcja TP poprowadziła jednokierunkową "debatę", która już wtedy ujawniła wyjątkowy stopień zakłamania i hipokryzji i nadała trwały kierunek sterowanemu polsko-żydowskiemu "dialogowi". Po tym wstępnym przygotowaniu mieliśmy do czynienia z licznymi prowokacjami, których autorami byli Żydzi - prowokacjami na tyle przejrzystymi, że stało się oczywiste, że wcale nie chodzi o autentyczny dialog. Nikt przy zdrowych zmysłach nie może przyjąć, że ta wczesna "debata" Tygodnika Powszechnego, a później następujące rozliczne prowokacyjne wypowiedzi A.Michnika, B.Geremka, J.Urbana, K.T.Toeplitza, T.Pacewicza, E.Milewicz, A.Bikont, P.Śpiewaka i wielu, wielu innych, że wyrzucenie S.S.Karmelitanek z Oświęcimia, ponawiane próby usunięcia stamtąd Krzyża, profanacje katolickich symboli religijnych, bluźniercze prowokacje A.Rottenberg, monstrualne produkcje O.Lipińskiej, żałosna "twórczość" I.Cywińskiej....itd., że te działania zmierzają do wyjaśnienia czegokolwiek, co mogłoby służyć poprawie stosunków polsko-żydowskich. Intensywność i skalę demonstrowanej niechęci do Polaków, a mówiąc językiem tego środowiska, "zoologicznej nienawiści" do Polski, trzeba uznać wprost za przejrzysty zamiar budzenia w Polakach niechęci do Żydów - nie sposób tego inaczej interpretować.

 

 Może wydać się paradoksalne - po co Żydom jest potrzebne budzenie w dzisiejszej Polsce wrogości do Żydów, po co jest im potrzebny antysemityzm? Być może chodzi o ciągłe wywoływanie poczucia zagrożenia, które jest najlepszym spoiwem dla utrzymania jedności i wymuszenia nieograniczonego wzajemnego wspierania się. Nie próbujmy jednak nawet zastanawiać się nad wyjaśnieniem tego paradoksu, porzućmy wszelkie spekulacje - jesteśmy z innego kręgu cywilizacyjnego i możemy z tym mieć wielkie trudności. Zbyt wiele zasadnych pytań z przeszłości pozostało bez odpowiedzi - dlaczego niektórzy Żydzi wspierali finansowo Hitlera? Dlaczego tylu z nich funkcjonowało na wysokich szczeblach NSDAP? Dlaczego maszynerię administrowania ostatecznym rozwiązaniem powierzono Żydowi- Eichmanowi? Dlaczego Żydzi amerykańscy wykazali tak paskudną obojętność na los swoich rodaków? Dlaczego Żydzi wciąż z taką łatwością przemilczają zbrodnie Żydów-gestapowców, Judenratów, żydowskich kapo i służb obozowych wykonujących egzekucje? A ileż podobnych pytań dostarcza całe doświadczenie totalitaryzmu komunistycznego? Pozostawiając zatem bez odpowiedzi pytanie - dlaczego niektórzy Żydzi chcą w Polsce wywołać eksplozję antysemityzmu?  musimy zastanowić się jak temu przeciwdziałać, jak odpowiedzieć na te coraz wyraźniejsze próby wielkiej manipulacji socjologicznej.

 

Jak dotąd Polacy niezwykle cierpliwie znoszą wszelkie upokorzenia i prowokatorzy nie osiągają swojego celu. Nie możemy jednak zapominać o ułomnościach natury ludzkiej i nie możemy bezczynnie przyglądać się procesowi, w którym ludzka wytrzymałość może osiągnąć stan graniczny, a spójne oddziaływanie wielu czynników może doprowadzić do pęknięcia norm. Musimy koniecznie ten proces zatrzymać, zanim będzie za późno, bo nikt z nas nie zna miejsca, w którym kończy się ludzka odporność. Prowokacyjne kłamstwa związane z tragicznymi wydarzeniami w Jedwabnem są najważniejszym jak dotąd sygnałem ostrzegawczym, że nie ma tutaj żadnych zahamowań. Nie ma wątpliwości, że te nękające akcje będą się powtarzać. To właśnie brak dostatecznie mocnych reakcji na wcześniejsze prowokacje zachęca stronę żydowską do ataków, ale ten dotyczący Jedwabnego ma całkowicie nowy jakościowo wymiar. To już nie są oskarżenia o niechęć, o bierność, o "wielowiekowy, wyssany z mlekiem matki antysemityzm", to już są próby wciągania Polaków w odpowiedzialność za ludobójstwo. Ktoś powiedział: " Po Jedwabnem stosunki polsko-żydowskie już będą inne". Całkowicie się z tym zgadzam. Tutaj już nie ma miejsca na milczenie, na bezsilne zaciśnięcie zębów, machnięcie ręką i przejście do normalności. Teraz już naprawdę potrzebna jest rzetelna debata o stosunkach polsko-żydowskich, debata, która pozwoli wyciągnąć właściwe wnioski na dzisiaj i na przyszłość. My Polacy tej debaty nie unikniemy, a ona się przecież jeszcze nie odbyła, mimo że temat tak często poruszano w rozlicznych publikacjach.

 

Gdy spojrzeć na dotychczasowy przebieg tzw. "dialogu polsko-żydowskiego", to trzeba stwierdzić, że nie ma chyba przykładu innej dyskusji, w której tak bardzo uciekano by od prawdy.  Przykładu hipokryzji dostarczają sami uczestnicy dotychczasowego "dialogu". Jakże często się zdarza, że w dwustronnej wymianie zdań uczestniczy wyłącznie jedna strona, bo również w imieniu Polaków wypowiada się Polak pochodzenia żydowskiego, przy czym często jest to osoba, która przy innych okazjach demonstruje swą żydowskość jako główną identyfikację. W tej wczesnej "debacie" Tygodnika Powszechnego było to zjawisko nagminne i nikomu  nie przyszło do głowy, by  przy rozmowie na taki właśnie temat, uczciwie uściślić na samym początku z jakiej pozycji autor się wypowiada. Zresztą ówczesny redaktor naczelny Jerzy Turowicz też tego nie zrobił, a nawet, jak się później okazało, nie miał oporów, by jako reprezentant polskich katolików, mimo klasycznej sytuacji konfliktu interesów, uzgadniać z Żydami usunięcie SS.Karmelitanek z Oświęcimia. Z drugiej strony dotychczasowy "dialog" nigdy nie był dyskusją równoprawnych stron - ze strony polskiej pełen dobrej woli, delikatności, unikający wysuwania choćby najbardziej zasadnych oskarżeń - ze strony żydowskiej pełen tupetu, arogancji, zawsze atakujący, dążący do upokorzenia strony przeciwnej.  Nie dziwne więc, że nawet najbardziej odporni (np. Ks. W.Chrostowski) rezygnowali z udziału w tej fikcji. Potrzebny jest zatem najpierw polsko-polski dialog, bo chodzi o wypracowanie wspólnego stanowiska, jak my Polacy w tej sytuacji mamy się zachować? Jak w imię minionych i przyszłych pokoleń Polaków trzymać się chrześcijańskich norm moralnych, nie rezygnując ani trochę z Prawdy? Czy wolno "dla świętego spokoju" rezygnować z Prawdy, zwłaszcza gdy w grę wchodzi dobre imię własnego Narodu?

 

 Niniejszym artykułem pragnę pobudzić do takiej polsko-polskiej dyskusji. Niech ona będzie publiczna, bo nie mamy niczego do ukrycia. Zdając sobie sprawę z trudności związanych z tak szczególną debatą, pragnę rozpocząć od kilku uwag wstępnych:

 

1.      Wypowiadam się w duchu prawdy, tak jak ją widzę na podstawie własnej wiedzy i obserwacji. W kwestiach polsko-żydowskich nie mam żadnych kompleksów i nie dbam o to, czy ktoś nazwie mnie antysemitą. Swój stosunek do Żydów znam najlepiej ja sam i nie dotkną mnie żadne oskarżenia, zwłaszcza te, które są tak powszechnie szafowane, by uniemożliwić wyraźną artykulację argumentów. Nie mam do Żydów żadnych uprzedzeń, raczej jest to stosunek dość neutralny, który jest następstwem własnych doświadczeń. Spotkałem wielu Żydów mądrych, czasem wybitnych, przyjaznych, ciekawych i wewnętrznie dobrych, spotkałem też beznadziejnie głupich, małych, a nawet nikczemnych, szczycących się "osiągnięciami", za które normalny człowiek powinien się wstydzić. Te doświadczenia dają mi komfort unikania uogólnień w stosunkach z pojedynczymi ludźmi, natomiast nie można tego komfortu przenosić na rozważania relacji dwóch narodów, bo tutaj uogólnienia są niezbędne.

 

2.      Stosunek wzajemny dwóch narodów jest pochodną indywidualnych relacji zachodzących pomiędzy ich członkami, ale próba jego całościowego ujęcia wymaga oderwania się od pojedynczych doświadczeń. Nie można swoich osobistych wrażeń utożsamiać z bardziej ogólnymi zjawiskami. A jednak indywidualne doświadczenia mają tutaj zasadniczy wpływ. Nikt nie jest wolny od uogólnień, bo natura myślenia człowieka jest indukcyjna - na podstawie wielu podobnych przypadków formułujemy na własny użytek wnioski. Nikt się nie dziwi, gdy oceniamy złe postępowanie swego rodaka, mówiąc że "robi nam złą opinię", podobnie, gdy jesteśmy dumni z osiągnięć Polaka, mimo że poza przynależnością do tego samego narodu mamy niewiele wspólnego z tymi osiągnięciami. Wszyscy przyjmujemy te zachowania jako całkowicie naturalne, ponieważ wiemy, że inni oceniając nas jako naród opierają swoją ocenę na uogólnieniu obserwacji dotyczących wielu pojedynczych przypadków. Także na opinię o Żydach zasadniczy wpływ muszą mieć indywidualne doświadczenia i obserwacje. I dobrze, że tak jest, bo możemy się oprzeć także na swoich, często pozytywnych doświadczeniach. Gdybyśmy mieli w Polsce poprzestać na ocenie tych Żydów, którzy biorą aktywny udział w życiu publicznym, opinia byłaby zapewne skrajnie negatywna.

 

3.      Proponowana debata musi mieć znaczny stopień ogólności, bez zbędnego wnikania w szczegółowe przykłady historyczne, czy współczesne. Jednak znajomość szczegółów dotyczących zarówno historii, jak i współczesności stosunków polsko-żydowskich, jest niezbędna dla kompetentnego udziału w dyskusji. Tylko taka pełniejsza wiedza umożliwia oderwanie się od subiektywizmu, który wynika z własnego, z natury rzeczy bardzo wąskiego, doświadczenia. Na szczęście istnieje bogata faktografia dotycząca tematu, z którą każdy może się zapoznać, a sama współczesność przynosi nowe zjawiska, których medialne nagłośnienie zapewnia ich powszechną znajomość. Historia mojego osobistego zainteresowania się tematem stosunków polsko-żydowskich sięga okresu mego pobytu w Stanach Zjednoczonych w latach 1982/84. Zetknąłem się wtedy z objawami tak bardzo intensywnej antypolskiej kampanii środowisk żydowskich, że musiałem sobie postawić pytania: O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego Polskę, powaloną na kolana stanem wojennym, kopie się tak brutalnymi i niesprawiedliwymi oskarżeniami? Ile w tych oskarżeniach jest prawdy? Skąd bierze się u amerykańskich Żydów tak zajadła nienawiść do Polski? Od tej pory przeczytałem wiele książek, artykułów i opracowań, także na bieżąco śledziłem wszystkie istotne wydarzenia związane z polsko-żydowskimi stosunkami.  Z biegiem czasu narastała jednak moja irytacja demonstrowaną skalą zakłamania i ewidentnym unikaniem prawdziwego, uczciwego dialogu. Prowokacje J.T.Grossa w sprawie Jedwabnego uznałem za punkt zwrotny, za moment, w którym należy sprawy podsumować.

 

 

Przedstawiam więc moje indywidualne podsumowanie stosunków polsko-żydowskich, a także wnioski, jako głos w debacie, która być może zostanie podjęta. Udział w takiej debacie Polaków, którzy podobnie jak ja nie należą do grona ekspertów w dziedzinach historycznych, byłby bardzo pożądany. W gruncie rzeczy chodzi o wypracowanie wspólnego stanowiska, które mogłoby dać jasne wskazania dla naszych przyszłych zachowań.

 

Niezależnie od subiektywnych odczuć, na podstawie powszechnie uznanych faktów historycznych można ustalić zasadnicze, ogólnie obiektywne prawdy dotyczące stosunków polsko-żydowskich:

     

 

Tysiąc lat gościnności

 

Przez blisko dziesięć wieków Żydzi masowo osiedlali się w Polsce, gdzie znajdywali dla siebie przystań i dobre warunki do normalnej, godnej człowieka egzystencji. Prześladowani i wypędzani zewsząd, właśnie w Polsce znajdywali schronienie, warunki do przetrwania i pełne możliwości rozwoju. Tolerancyjna katolicka Polska, nazywana przez nich samych Paradisus Judeorum, dawała im przywileje stwarzające warunki często lepsze niż te, którymi musiała się zadowolić miejscowa ludność, będąca gospodarzem polskich ziem. Bez względu na sporadyczne występowanie przypadków przeczących ogólnej zasadzie, los Żydów w Polsce był nieporównanie lepszy niż w jakimkolwiek innym kraju. Dowodem na taki stan rzeczy jest fakt niezależny od wszelkich spekulacji historycznych, mianowicie niezaprzeczalny fakt, że na terenach Rzeczpospolitej przed drugą wojną światową zgromadziło się 80% całej populacji Żydów. Tylko dzięki Polsce Żydzi przetrwali jako naród, zachowali swoją odrębność, rozwinęli własną kulturę, religię i wykształcili elity, które później umożliwiły im budowę własnej państwowości.

 

 

Brak lojalności wobec Polski

 

Pozytywny stosunek Polaków do Żydów był w znacznym stopniu utrudniony słabą skłonnością Żydów do asymilacji, ich demonstracyjną obcością i wewnętrznie kultywowaną wrogością do nie-Żydów, która była wręcz dyktowana nakazami Talmudu. Nielojalność wobec państwa i narodu polskiego zawsze przeważała w postawach Żydów. Tej generalnej cechy społeczności żydowskiej, która ujawniała się w szczególnie trudnych momentach historii, nie mogą zrównoważyć jasne przykłady patriotyzmu i identyfikacji z Polską niektórych ich przedstawicieli. Skrajnych przykładów zbiorowej nielojalności dostarczają potwierdzone fakty historyczne np. skandaliczny pomysł utworzenia Judeopolonii, współpraca z zaborcami, a zwłaszcza, powszechnie z irytacją odnotowane,  demonstracyjnie przyjazne zachowanie się Żydów wobec najeźdźców Polski. Sporadycznie witano nawet wkraczających na tereny polskie Niemców, natomiast  entuzjazm większości Żydów i współpraca z najeźdźcą sowieckim w pełni wyczerpała znamiona masowej zdrady Polski. Także powszechne wśród Żydów wsparcie dla komunizmu, bez względu na  motywację, było faktem ujawniającym wrogość wobec narodu polskiego, który w swej przeważającej części uznawał komunizm za zagrożenie. Nielojalność wykazana przez Żydów w czasach powojennych zasługuje na osobne omówienie.

 

 

Polacy wobec Zagłady - test Człowieczeństwa

 

Mimo tej nielojalności, a często jawnej wrogości Żydów, Polacy  tolerowali taki stan rzeczy z wielką wyrozumiałością. W przeciwieństwie do innych krajów, w Polsce nie było pogromów, ani atmosfery zagrożenia dla Żydów. W okresie międzywojennym narastała niechęć, która miała podłoże czysto ekonomiczne i polityczne, wiążące się z zagrożeniem komunistycznym. Ta rodząca się niechęć nie stwarzała wszakże żadnego fizycznego zagrożenia - wykazują to liczby Żydów napływających do Polski w całym okresie międzywojennym. Zwiększająca się liczebność Żydów zaczynała zresztą przekraczać 10-procentowy próg, uznawany jako socjologiczny próg, przy którym rodzą się  trudności współżycia z agresywną mniejszością. W tej trudnej i skomplikowanej sytuacji historia poddała Polaków najcięższej próbie, stawiając ich wobec zagłady Żydów realizowanej przez okupanta niemieckiego, przy całkowitej obojętności świata, przy obojętności przywódców antyhitlerowskiej koalicji, a zwłaszcza przy zdumiewającej bezczynności Żydów amerykańskich. Ten skrajnie wymagający test człowieczeństwa Polacy zdali celująco. Jeżeli ktoś dzisiaj próbuje kwestionować zachowanie się w tej sprawie narodu polskiego w latach okupacji, to jest łajdakiem niegodnym  podejmowania jakiejkolwiek rozmowy. Głupota i brak wyobraźni nie jest tutaj żadnym usprawiedliwieniem, nie sposób tolerować tak żenującej pogardy dla prawdy. W obliczu własnej tragedii i stanu permanentnego zagrożenia udzielano Żydom pomocy w każdej części kraju. Była to często pomoc nie na miarę możliwości, ale znacznie przekraczająca tę miarę, aż do granicy bohaterstwa, aż do poświęcenia własnego życia, a nawet życia własnej rodziny, czy lokalnej społeczności. Pretensja o to, że za mało było bohaterów, że wszyscy Polacy winni byli ryzykować swoje życie dla ratowania Żydów, jest przyznaniem się do prawdziwie rasistowskiego przekonania, że życie Żyda jest wartością bardziej cenną, niż życie Polaka. W tym trudnym czasie okazało się, że nawet Polacy, którzy wcześniej okazywali swą niechęć do Żydów, brali powszechny udział w ich ratowaniu, także w strukturach organizacyjnych, takich jak Żegota.

 

Jest rzeczą zdumiewającą jak rzadko Polacy chwalą się tą pomocą i poświęceniem, jak często wykazują wręcz niezrozumiałą skromność, która powinna wywołać rumieniec wstydu na twarzach obłudnych oskarżycieli. Jakże wymowne jest milczenie o tych sprawach ze strony duchowieństwa i zgromadzeń zakonnych w Polsce. Ich ofiarność w tym okrutnym czasie próby jest najbardziej dobitnym świadectwem wierności swemu powołaniu. I jeżeli marginalne w skali narodu postawy szmalcowników stawia się jako przeciwwagę temu bohaterstwu, to ręce opadają. Nawet nie jest znana przynależność narodowa anonimowych szmalcowników, a tych, którzy nie byli anonimowi po prostu fizycznie, z pełną odpowiedzialnością i nagłośnieniem, eliminowano. Narzuca się retoryczne pytanie - czy znane są udokumentowane przypadki, gdy Żyd oddał, a choćby ryzykował swoje życie dla Polaka? A przecież nie chodzi tutaj tylko o czasy wojny. Trudno pominąć milczeniem rzecz bardzo szczególną - Żydzi bezpośrednio uratowani przez Polaków, także Żydzi, których rodziny zostały ocalone dzięki pomocy Polaków - ci właśnie Żydzi też biorą udział w haniebnej deformacji prawdy o czasie zagłady. Nie warto przytaczać przykładów, bo tych prawdziwie żałosnych postaci jest bardzo wiele, często są to osoby tak bardzo publiczne, że trudno uniknąć uogólnienia prawdy o "żydowskiej wdzięczności".

 

Jak na to wszystko reagować, jakie wyciągać wnioski? Bodaj najbardziej tragiczną w swej symbolice refleksję, wyrażoną po wielu latach od tamtych wydarzeń, miałem okazję zauważyć w zakończeniu pewnego dokumentalnego filmu o prostym wieśniaku, który za uratowanie Żydów został odznaczony medalem "Sprawiedliwy wśród narodów świata". Autor reportażu na koniec zapytał: "Czy dzisiaj, wiedząc to wszystko..., czy zrobiłby pan to samo jeszcze raz?" Odpowiedź była krótka, zdecydowana i najwyraźniej już wcześniej przemyślana: "Nigdy!" Ta prawdziwie tragiczna konkluzja zmusza nas do powstrzymania się od wszelkich wyobrażeń, jak zdalibyśmy dzisiaj tak wymagający egzamin.

 

 

Udział Żydów w zniewalaniu Polski po wojnie

 

Po zdradzie Polski dokonanej u schyłku wojny przez sojuszników rozpoczęto budowanie narzuconego Polsce systemu, który początkowo budził powszechny i rozpaczliwy opór Polaków. Zmęczone wojną, pozbawione elit przywódczych, zmaltretowane niewyobrażalnym terrorem, polskie społeczeństwo nie było w stanie przeciwstawić się kolejnej agresji. Wielu Polaków zaangażowało się w tworzenie nowej rzeczywistości z mniejszym, lub większym entuzjazmem, ale bezradna większość musiała się po prostu przystosowywać do nowej sytuacji.. Fałszowane wyniki wyborów i referendum, eliminacja fizyczna najbardziej wartościowych elit, a także ogólne zastraszenie i nędza ekonomiczna zmuszająca do zabiegów o biologiczne przetrwanie, a zwłaszcza świadomość ciągłego zagrożenia ze Wschodu, to warunki nie dające żadnych szans Polakom.

 

W tej szczególnie opresyjnej dla Polaków sytuacji, przed egzaminem stanęli także Żydzi. Negatywny wynik tego egzaminu jest w zasadzie całkowicie do dzisiaj przemilczany w ogólnych rozważaniach stosunków polsko-żydowskich. Są liczne publikacje omawiające udział i zbrodnie dokonywane przez konkretnych Żydów w czasach  powojennych, ale nikt nie odważa się podsumować tego okresu w ogólnym kontekście stosunków polsko-żydowskich. Nie ma zresztą nawet żadnej dyskusji na ten temat, bo tak właśnie zaplanowano rozwój "debaty". Dość przypomnieć, że owa, wspomniana już "debata" w Tygodniku Powszechnym w 1987 roku odbywała się w czasie, gdy publicznie nawet nie było wolno krytykować komunizmu. Wiemy jednak dzisiaj dużo o tych czasach, znamy nazwiska i narodowość ludzi, którzy skupiali w swych rękach pełnię władzy, znamy nawet skład narodowościowy list prokuratorów wojskowych, kierownictwa różnych szczebli Urzędu Bezpieczeństwa, publicystów i twórców tworzących oprawę propagandową. Znamy na tyle, że nie wnikając w szczegóły, stwierdzenie, że "Żydzi mieli znaczący udział w zniewalaniu Polaków po wojnie" można uznać za dalsze od prawdy, niż stwierdzenie, że "Żydzi stanowili główną siłę realizującą zniewolenie narodu polskiego". Przecież świadomość tej decydującej roli istniała także w kręgach ówczesnej władzy, która starała się ukrywać dominację Żydów w kręgach decyzyjnych. Nawet anegdotyczne wspomnienia o Zofii Gomułkowej (dziwnym zbiegiem okoliczności Żydówce), która osobiście lustrowała profile kandydatów na stanowiska, by zanadto nie zdradzały ich  pochodzenia, jest też dokumentem przekazującym prawdę o sytuacji. Nie chodzi tutaj o analizę działań poszczególnych osób, o rozważanie kto był zbrodniarzem,  kto tylko łajdakiem, a kto, być może nawet chciał służyć Polsce. Chodzi o stwierdzenie faktu, że system zniewolenia Polski po drugiej wojnie światowej, realizowany przy aktywnym uczestnictwie niektórych Polaków, był w całości przez Żydów kontrolowany. Mimo wielu fal wyjazdów z Polski, a w niektórych okresach nawet ucieczki przed odpowiedzialnością za zbrodnie, udział Żydów w rządzeniu i dalszym zniewalaniu Polski pozostał znaczący w całym powojennym czasie. Przecież to nie Polacy wymyślili lapidarne określenie: "Chamy i Żydzi", by opisać sytuację frakcyjnych podziałów w wyższych kręgach partyjnych. Istnienie dwóch frakcji, walczących ze sobą, a więc dysponujących porównywalnymi siłami, gdy w jednej z nich dominują Żydzi, to kuriozalna sytuacja w kraju, w którym "Żydów nie ma". I chociaż wciąż głosi się takie hasło, dzisiejsza obecność Żydów w kręgach decydujących o Polsce, dalece przekracza jakiekolwiek rozsądne proporcje, które mogłyby  wynikać z naturalnych dróg awansu.

 

Często przytacza się bardzo słuszne rozumowanie: "Przecież pochodzenie człowieka nie ma żadnego znaczenia, ważne jest, czy ludzie dobrze spełniają swoje zawody, funkcje, stanowiska".  Tylko, że rozumowanie takie nie dotyczy sytuacji, z jaką  mamy do czynienia. Wszystko zaczyna się od problemu, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy w oczywisty sposób niedobrze spełniają swoje funkcje. Rozumowanie idzie całkiem innym torem. Najpierw stwierdzamy, że Gazeta Wyborcza, czy Tygodnik Powszechny kłamie i manipuluje, a potem dopiero zastanawiamy się kim są ludzie, którzy to realizują. I nagle odkrywamy na podstawie całkowicie oficjalnych, publicznych przekazów, że w jakiś szczególny sposób  w grupie tej dominują osoby pochodzenia żydowskiego. Możemy się zastanawiać jak to się stało, że przy tak nielicznej mniejszości, całkiem przypadkowo i fluktuacyjnie, właśnie w tak wrogich Polsce środowiskach, zebrała się grupa ludzi, których łączy żydowskie pochodzenie. Przy powszechności takich obserwacji, nie da się utrzymać złudzenia, że w grę wchodzi przypadkowość - zatem mamy do czynienia ze świadomym doborem, ze wszystkimi wypływającymi z tej konstatacji wnioskami.

Dzisiaj narasta świadomość, że mamy do czynienia z kolejnym, być może najgroźniejszym historycznie procesem zniewalania Polski. Na podstawie licznych obserwacji nie da się uniknąć przykrego uogólnienia, że znaczący udział Żydów w tym procesie jest faktem. Jest to fakt tym bardziej złowieszczy, że często chodzi o ludzi bezpośrednio rodzinnie powiązanych ze znienawidzoną grupą powojennych realizatorów totalitarnego zniewolenia.

 

Jeżeli komuś takie podsumowanie najważniejszych elementów stosunków polsko-żydowskich wyda się być zbyt negatywnym przejaskrawieniem, to polecam mu uruchomienie wyobraźni i zastanowienie się, jak wyglądałyby oskarżenia, gdyby historię odwrócić, gdyby to Żydzi mieli podstawę do wysunięcia tej rangi zarzutów wobec Polaków. Można tylko wierzyć, że prawdziwi Polacy żydowskiego pochodzenia, a więc ci, którzy nie zapominając o swoich korzeniach, uznają się za Polaków, oceniają sytuację bardzo podobnie, choć jest to dla nich na pewno znacznie trudniejsza, wręcz bolesna synteza. Ale to właśnie istnienie tej grupy Żydów, którzy od pokoleń wybrali i ukochali Polskę jako swoją Ojczyznę i stali się pełnoprawnymi członkami Polskiego Narodu, to właśnie ich obecność ratuje nas przed uogólnieniem do końca, które może rodzić autentyczny antysemityzm. Wielu z nich nieśmiało i z rzadka zabiera głos, wielu bardziej zdecydowanie sprzeciwia się samozwańczym uzurpatorom, którzy swym postępowaniem świadomie i bezkarnie budują niechęć do Żydów. Niestety, są to głosy bardzo słabo słyszalne i bardzo jednostkowe, pozostające zasadniczo bez wpływu na ogólny obraz stosunków polsko-żydowskich. Ton nadają najbardziej negatywne elementy, w przedziwny sposób postępujące tak, jakby chcieli kierować się instrukcjami podanymi im przez prowokatora, który spisał dla nich falsyfikat pod tytułem "Protokoły Mędrców Syjonu". Bieg spraw pokazuje, że z tymi uzurpatorami dialog jest najzwyczajniej niemożliwy, pozostaje poczekać na czas, gdy Żydzi wewnętrznie uporają się z problemem, kto ich naprawdę powinien reprezentować, kto rzeczywiście wyraża ich prawdziwą wolę życia w harmonii z Polakami

.

Dzisiaj dialog polsko-żydowski jest niemożliwy

 

Jeśli naprawdę chcemy wierzyć, że w swej przeważającej większości Żydzi pragną dobrych stosunków z Polakami, to przecież musimy tę wiarę podeprzeć rzeczywistymi argumentami, które ukażą, że dotychczasowe obserwacje i praktyka dają fałszywy obraz sytuacji. Ale ta abstrakcyjna, bo niewidoczna większość, milczy, a wszystkie zorganizowane grupy, czy jednostki, wypowiadające się w jej imieniu zniechęcają do podjęcia dialogu. Czy można podejmować dialog według schematu, w którym żydowska strona wymyśla kolejne nieprawdopodobne oskarżenia, a strona polska skupia się na wysiłkach, by wykazać, że są to oskarżenia nieprawdziwe? Spójrzmy na znaczące przykłady:

 

Przez całe dziesięciolecia funkcjonuje obezwładniający mit o odpowiedzialności Polaków za pogrom kielecki - mit, który jest wciąż przytaczany w większości wypowiedzi jako symbol  krzywd, których doznali Żydzi od Polaków. Dzisiaj, choć wciąż nieoficjalnie, znamy całkiem inną prawdę o tej zbrodni, wiemy nawet kto uczestniczył i kto dzisiaj uczestniczy w tuszowaniu tej, niewygodnej dla użytkowników mitu, prawdy. Gdyby ktoś naprawdę musiał dokonać beznamiętnego uogólnienia odpowiedzialności za tę zbrodnię, to sam skład narodowościowy Urzędu Bezpieczeństwa w tym czasie uprawniałby go do stwierdzenia większej odpowiedzialności Żydów, niż Polaków - nikt jednak nie ma zamiaru wdawać się w dialog na tym poziomie.

 

Przez wiele lat książka Jerzego Kosińskiego "Malowany ptak" funkcjonuje w świecie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, jako autentyczna autobiografia, ukazująca okrutne przeżycia dziecka żydowskiego w latach okupacji - oddziaływanie tej powieści na opinię o antysemityzmie Polaków jest nie do przecenienia. Nie jest łatwo podważać oskarżenia oparte na jednostkowych losach - przecież wszystko może się zdarzyć. Szczęśliwy traf, połączony z wielkim wysiłkiem i uporem pani Joanny Siedleckiej, pozwolił ujawnić mistyfikację. Prawda okazała się być skrajnie negatywna, wręcz zabójcza dla autora, ale kłamstwo spełniło swoją rolę.

 

Gdy, z namaszczeniem redaktora naczelnego Gazety Wyborczej, Michał Cichy bezpardonowo oskarżył powstańców warszawskich o dobijanie  resztek Żydów z getta warszawskiego, obalenie tego paskudnego oskarżenia wymagało  kilku miesięcy pracy Leszka Żebrowskiego i napisania obszernej książki p.t. "Paszkwil Gazety Wyborczej". A potem cisza - Michnik i Cichy funkcjonują dalej i zapewne poszukują jeszcze bardziej "wyrafinowanych", trudnych do obalenia, fałszywych oskarżeń - a dlaczegóżby nie, przecież nie ponieśli żadnych konsekwencji.

 

Prowokacja Grossa w sprawie Jedwabnego jest kontynuacją tej samej metody. Jednak sama istota, światowy zasięg i potencjalne skutki tej właśnie prowokacji muszą nas doprowadzić wreszcie do zdecydowanego powstrzymania tego procederu. Ujawnienie, w sposób nie budzący wątpliwości, wielu kłamstw Grossa powinno już dawno doprowadzić go przed sąd - opinia publiczna powinna stosownie potraktować wszystkich odpowiedzialnych za wsparcie tej prowokacji, w której ujawniła się niegodna postawa wielu osób publicznych.

 

Żaden dialog nie jest możliwy, gdy nawet ustalenie faktów i obalenie oskarżeń nie rodzi odpowiednich skutków. Mit odpowiedzialności Polaków za pogrom kielecki nadal funkcjonuje, "autobiografia" J.Kosińskiego nadal jest czytana z nieznajomością prawdy, Gazeta Wyborcza jest nadal kupowana, a dobre samopoczucie Grossa i jego otoczenia wydaje się nie maleć. Jest trochę tak, jak z fikcyjnym obrazem z wiersza Miłosza o Polakach bawiących się na karuzelach w tle płonącego getta. Sam poeta już dawno sprawę jednoznacznie wyjaśnił jako własną poetycką wizję, nie opartą na rzeczywistych faktach. Gdy w debacie Tygodnika Powszechnego z 1987 roku przedstawiono tę metaforę jako rzeczywistość, odezwali się świadkowie. Mimo generalnej jednostronności debaty dopuszczono wtedy krótką wypowiedź oburzonego świadka wydarzeń, który przypomniał fakty i uznał takie fałszerstwo za tryumf propagandy Goebbelsa. Wydawało się, że przynajmniej ta sprawa jest definitywnie zamknięta. Mimo to w jednym z ostatnich artykułów tej samej debaty fałszerstwo zostało jeszcze raz powtórzone. Jeśli w dyskusji nie można ustalić wspólnego spojrzenia nawet na wyjaśnione do końca sprawy, to nie da się uniknąć konkluzji, że chodzi chyba o coś całkiem innego niż dialog.

 

W tym miejscu muszę jeszcze raz powrócić do wniosku sformułowanego w początkowej części tego artykułu. Właśnie wśród Żydów są osoby, które różnymi metodami, ustawicznie i świadomie budzą niechęć do wszystkich Żydów - to właśnie ich społeczność żydowska powinna uznać za skrajnych antysemitów. Milczenie tej społeczności wobec ciągłych prowokacji A.Michnika, J.Urbana, K.Geberta, J.T.Grossa i wielu innych jest poważnym zaniedbaniem.

 

 

Kontekst zewnętrzny

 

Nie można w podsumowaniu stosunków polsko-żydowskich pominąć doświadczeń innych narodów w stosunkach z Żydami. Tropienie antysemityzmu, lub niechęci do Żydów dotyczy prawie wszystkich - w zależności od potrzeb i aktualnej koniunktury oskarżenia falują w różne strony, chociaż Polacy są "wyróżniani" w sposób szczególny. Nikomu z oskarżających nawet nie przeszkadza narzucający się w tej sytuacji wniosek, że  powszechność niechęci do Żydów każe w nich samych poszukiwać problemu. Często się mówi, że niechęć do Żydów wynika z rozpaczliwych poszukiwań kozła ofiarnego, gdy ludzie nie potrafią rozwiązać swoich problemów. Przytacza się bzdurny slogan, że "nawet gdyby Żydów nie było - niektórzy by ich wymyślili", który rzekomo opisuje sytuację. Być może istnieją bezmyślni ludzie kierujący się  prostackimi argumentami, nie miałyby one wszakże żadnej nośności, gdyby zabrakło autentycznie niepokojących obserwacji, które skłaniają ludzi myślących do zastanowienia.

 

Przed laty "obdarowano" Japonię falą zarzutów o antysemityzm - mieliśmy klasyczny przykład kraju, w którym Żydów nie ma, a antysemityzm jest. Z całej serii artykułów na ten temat można było jednak wywnioskować, że popularność "antysemickiej literatury" wystawianej w wydzielonych miejscach japońskich księgarni, co było głównym objawem zjawiska, ograniczała się do Japończyków działających na rynkach finansowych, którzy nie "wymyślili" Żydów, a raczej się z nimi konkurencyjnie zetknęli.

 

Przed ponad półwieczem można by spekulować na temat - jak współżyliby Żydzi z innym narodem, gdyby mieli własne suwerenne państwo i możliwość bezpośredniego decydowania o własnym losie i zachowaniu. Dzisiaj już nie trzeba spekulować - cały świat obserwuje sytuację na Bliskim Wschodzie, gdzie już trzecia generacja Palestyńczyków doświadcza koszmaru tego współistnienia. Wymowa faktów jest oczywista, demokratycznie dokonywane wybory wyznaczają też zbiorową odpowiedzialność, chociaż także tej odpowiedzialności nie wolno przenosić na poziom indywidualny. Nie sposób jednak marginalizować wpływu tego wyrazistego i smutnego przykładu na generalny stosunek do Żydów, gdziekolwiek by nie zamieszkiwali. W przypadku Polaków, aż skóra cierpnie na myśl o możliwych konsekwencjach realizacji pomysłu z Judeopolonią.

 

 

 

Wnioski

 

Rodzi się zatem pytanie - jak my Polacy mamy się w tej sytuacji zachować? Jak mamy na to wszystko odpowiedzieć, by przerwać ciąg prowokacji, które stale pogarszają polsko-żydowskie relacje?

 

Na pewno nie możemy się poddawać prowokacjom, trzeba więc unikać wchodzenia na drogę wzajemnych oskarżeń i awantur. Nie możemy przecież w odpowiedzi na kłamstwa o Jedwabnem domagać się, by w całej Polsce, w miejscu każdej katowni UB wmurować tablicę z nazwiskami zbrodniarzy żydowskich, którzy torturowali i zabijali najlepszych polskich patriotów, mimo że byłoby to zgodne z logiką drugiej strony. Musimy postępować inaczej, by okazać swoją zdolność do miłosierdzia, naszą gotowość do częściowej rezygnacji ze sprawiedliwości. Nie wolno nam jednak rezygnować z prawdy, a okazanie miłosierdzia musi być poprzedzone gotowością drugiej strony do zmiany postępowania. Na to się jednak dzisiaj nie zanosi i trzeba cierpliwie czekać.

 

Dzisiaj natomiast musimy uznać, że wielowiekowe doświadczenie naszego współżycia z Żydami po prostu się nie udało, że jest coś co sprawia, że do siebie nie pasujemy. Gdy analizujemy własną postawę, to mamy prawo powiedzieć, że nie ma w historii ludzkości podobnego przykładu, by inny naród dał od siebie drugiemu narodowi tyle, ile Polacy dali Żydom. Jeżeli więc nawet to nie przyczynia się do zmiany nastawienia, jeżeli nie ma  elementarnej wdzięczności, a są fałszywe i niesprawiedliwe oskarżenia, jeżeli nie ma przeproszenia, a są niekończące się pretensje i w ślad za tym obłędne, często bezczelne żądania, to...., ....to trzeba powstrzymać emocje i nie wystawiać drugiej stronie rachunku, w którym nawet nie jesteśmy w stanie wycenić ani własnych zasług, ani krzywd. Trzeba postąpić tak, jak postępuje się w stosunkach międzyludzkich, gdy pojawiają się autentyczne trudności i wyczerpane są wszystkie racjonalne możliwości ich przezwyciężenia - trzeba się rozstać, nie zamykając drogi do zmiany tego stanu rzeczy w przyszłości. Trzeba więc zamrozić wszelkie kontakty ze zorganizowanymi środowiskami żydowskimi, które realizują obecną linię, trzeba odsunąć z polskiego życia publicznego wszystkie osoby, które obrażając nas świadomie budują niechęć do Żydów. Takiego podejścia nie wolno zadekretować, a tym bardziej instytucjonalizować - to należy realizować praktyką powszechnego bojkotu.  Jednocześnie trzeba otwierać się na wszelkie pozytywne objawy, które obiecują wejście na drogę Prawdy i tworzenie warunków do harmonijnego współżycia. W takiej sytuacji szczególnie ważnym zadaniem musi być pielęgnowanie kontaktów i przyjaźni z Polakami, którym świadomość i duma z własnych żydowskich korzeni nie przeszkadza identyfikować się w pełni z Polskim Narodem. Bardzo chciałbym, by ktoś znalazł lepsze rozwiązanie - to rozwiązanie musi jednak uwzględniać pilną potrzebę przełomu. Dzisiejsza sytuacja nie może już trwać - nasz drugi policzek jest bardzo obolały, a trzeciego  naprawdę nie mamy.

 

 

 

Kraków, 25 sierpnia 2002                                                  Rafał Broda


 

KOMENTARZE

  • Warto
    edytować tekst i sformatować
  • @
    https://ojczyzna.pl/Arch-Teksty/BRODA-R_Zydzi-i-Polacy.htm

    cyt:
    //Wnioski

    Rodzi się zatem pytanie - jak my Polacy mamy się w tej sytuacji zachować? Jak mamy na to wszystko odpowiedzieć, by przerwać ciąg prowokacji, które stale pogarszają polsko-żydowskie relacje?//

    Nie istnieje coś takiego jak Relacja z żydami [pl] w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
  • "Żydów w Polsce dzisiaj nie ma"
    "Żydów w Polsce dzisiaj nie ma" - tym stwierdzeniem rozpoczyna się prawie każdy artykuł na temat stosunków polsko-żydowskich. W wielu wypowiedziach publicznych zdanie to powtarzane jest z namaszczeniem sugerującym objawienie oczywistej prawdy, na ogół prawdy służącej wygłoszeniu politycznie użytecznego, choć beznadziejnie głupiego sloganu: "Żydów w Polsce nie ma, a antysemityzm jest".

    Istotnie, gdy przywołać obrazy z przedwojennej Polski, nie ma w dzisiejszym polskim krajobrazie charakterystycznych postaci w chałatach, nie ma miejscowości w których pobrzmiewa gwar obcej mowy, a w sobotę ustają wszelkie zajęcia. Nie ma skupisk krzątających się ludzi, którzy że swą odmiennością w jakiś sposób budzili respekt upartym dążeniem do trwania jako odrębny naród, że swoimi tradycjami obyczajami, religią i kulturą. Nawet w książce telefonicznej tylko z rzadka odnajduję się dzisiaj typowe dla Żydów nazwiska; giną one w gąszczu pięknie brzmiących polskich nazwisk, tak niezwykle licznych, jakby polskich rodów nie dotknęły hekatomby tragicznej historii. I powinna ta tragiczna nieobecność tkwić wśród nas jako wymowny ślad barbarzyństwa niemieckiego najeźdźcy. Tak jak w każdej polskiej rodzinie tkwi cierń bolesnej pustki i gasnących już wspomnień o tych, którzy padli ofiarą zbrodniczego okupanta, tak Naród jako całość powinien odczuwać brak tej części społeczności, która przez wiele stuleci zamieszkiwała obok nas polskie ziemię.

    Powinien...., ale coś temu przeszkadza, coś się dzieje niedobrego, co nakazuje przytłumić w sobie naturalny dla chrześcijan, prosty odruch dobrej pamięci, pozbawiony wspomnień o trudnych czasem zaszłościach i dyktowany piękną zasadą - de mortuis nihil nisi bene. Jest coś co zmusza do myślenia bardziej realistycznego, do bardziej dogłębnego zaglądania w przeszłość, także do chłodnej oceny teraźniejszości, by snuć wnioski pozbawione tej pozytywnej naiwności z jaką podchodziliśmy dotychczas do spraw narodowych. Nie sposób nie zastanawiać się nad prawdziwością tezy, że Żydów w Polsce dzisiaj nie ma, gdy w życiu publicznym dzisiejszej Polski bardzo aktywni i widoczni są Żydzi, którzy na co dzień dają nam odczuć swą obecność, a zarazem obcość, w sposób niezwykle agresywny, pozbawiony jakiejkolwiek delikatności. Ich nie liczące się z niczym brutalne wypowiedzi i działania tak wymownie potwierdzają najgorsze opinię z przeszłości, że potrzeba niezwykłej wprost odporności, by ustrzec się przed uogólnieniami.

    Od wielu lat mamy do czynienia z intensywną obecnością tematów żydowskich w polskich środkach masowego przekazu. Gdyby tą miarą mierzyć obecność Żydów w Polsce, to można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z niezwykle liczną mniejszością, która manifestuje swoją odrębność, a nawet wrogość, a mimo to chce uznania jej za tak ważny element polskiej społeczności, że ma prawo pretendować do kształtowania podstawowych elementów życia w Polsce. Ambicje te najwyraźniej nie ograniczają się do artykulacji spraw, czy choćby nawet pretensji dotyczących nielicznej grupy Żydów w Polsce. W gruncie rzeczy mamy do czynienia z destrukcyjnym zachowaniem uderzającym raz po raz w samą istotę polskości, z działaniami, które w ewidentny sposób koordynowane są z hałaśliwymi akcjami inicjowanymi przez prawdziwie antypolskie środowiska żydowskie poza granicami naszego Kraju. Polska opinia publiczna raz po raz wstrząsana jest bulwersującymi oskarżeniami, niesprawiedliwą i kłamliwą propagandą, dyskredytującą Polskę, działaniami, które wprost deprecjonują naszą suwerenność i uderzają w naszą godność.

    W Polsce na poważną skalę to zjawisko zaczęło się w 1987 roku kiedy Tygodnik Powszechny artykułem Jana Błońskiego zainicjował wielką akcję oskarżania Polaków. Dysponując wyjątkową w tym czasie licencją na niezależność Redakcją TP poprowadziła jednokierunkową "debatę", która już wtedy ujawniła wyjątkowy stopień zakłamania i hipokryzji i nadała trwały kierunek sterowanemu polsko-żydowskiemu "dialogowi". Po tym wstępnym przygotowaniu mieliśmy do czynienia z licznymi prowokacjami, których autorami byli Żydzi - prowokacjami na tyle przejrzystymi, że stało się oczywiste, że wcale nie chodzi o autentyczny dialog. Nikt przy zdrowych zmysłach nie może przyjąć, że ta wczesną "debata" Tygodnika Powszechnego, a później następujące rozliczne prowokacyjne wypowiedzi A.Michnika, B.Geremka, J.Urbana, K.T.Toeplitza, T.Pacewicza, E.Milewicz, A.Bikont, P.Śpiewaka i wielu, wielu innych, że wyrzucenie S.S.Karmelitanek z Oświęcimia, ponawiane próby usunięcia stamtąd Krzyża, profanacje katolickich symboli religijnych, bluźniercze prowokację A.Rottenberg, monstrualne produkcję O.Lipińskiej, żałosna "twórczość" I.Cywińskiej....itd., że te działania zmierzają do wyjaśnienia czegokolwiek, co mogłoby służyć poprawie stosunków polsko-żydowskich. Intensywność i skalę demonstrowanej niechęci do Polaków, a mówiąc językiem tego środowiska, "zoologicznej nienawiści" do Polski, trzeba uznać wprost za przejrzysty zamiar budzenia w Polakach niechęci do Żydów - nie sposób tego inaczej interpretować.

    Może wydać się paradoksalne - po co Żydom jest potrzebne budzenie w dzisiejszej Polsce wrogości do Żydów, po co jest im potrzebny antysemityzm? Być może chodzi o ciągłe wywoływanie poczucia zagrożenia, które jest najlepszym spoiwem dla utrzymania jedności i wymuszenia nieograniczonego wzajemnego wspierania się. Nie próbujmy jednak nawet zastanawiać się nad wyjaśnieniem tego paradoksu, porzućmy wszelkie spekulacje - jesteśmy z innego kręgu cywilizacyjnego i możemy z tym mieć wielkie trudności. Zbyt wiele zasadnych pytań z przeszłości pozostało bez odpowiedzi - dlaczego niektórzy Żydzi wspierali finansowo Hitlera? Dlaczego tyłu z nich funkcjonowało na wysokich szczeblach NSDAP? Dlaczego maszynerię administrowania ostatecznym rozwiązaniem powierzono Żydowi- Eichmanowi? Dlaczego Żydzi amerykańscy wykazali tak paskudną obojętność na los swoich rodaków? Dlaczego Żydzi wciąż z taką łatwością przemilczają zbrodnie Żydów-gestapowców, Judenratów, żydowskich kapo i służb obozowych wykonujących egzekucję? A ileż podobnych pytań dostarcza całe doświadczenie totalitaryzmu komunistycznego? Pozostawiając zatem bez odpowiedzi pytanie - dlaczego niektórzy Żydzi chcą w Polsce wywołać eksplozję antysemityzmu? musimy zastanowić się jak temu przeciwdziałać, jak odpowiedzieć na te coraz wyraźniejsze próby wielkiej manipulacji socjologicznej.

    Jak dotąd Polacy niezwykle cierpliwie znoszą wszelkie upokorzenia i prowokatorzy nie osiągają swojego celu. Nie możemy jednak zapominać o ułomnościach natury ludzkiej i nie możemy bezczynnie przyglądać się procesowi, w którym ludzką wytrzymałość może osiągnąć stan graniczny, a spójne oddziaływanie wielu czynników może doprowadzić do pęknięcia norm. Musimy koniecznie ten proces zatrzymać, zanim będzie za późno, bo nikt z nas nie zna miejsca, w którym kończy się ludzką odporność. Prowokacyjne kłamstwa związane z tragicznymi wydarzeniami w Jedwabnem są najważniejszym jak dotąd sygnałem ostrzegawczym, że nie ma tutaj żadnych zahamowań. Nie ma wątpliwości, że te nękające akcje będą się powtarzać. To właśnie brak dostatecznie mocnych reakcji na wcześniejsze prowokację zachęca stronę żydowską do ataków, ale ten dotyczący Jedwabnego ma całkowicie nowy jakościowo wymiar. To już nie są oskarżenia o niechęć, o bierność, o "wielowiekowy, wyssany z mlekiem matki antysemityzm", to już są próby wciągania Polaków w odpowiedzialność za ludobójstwo. Ktoś powiedział: " Po Jedwabnem stosunki polsko-żydowskie już będą inne". Całkowicie się z tym zgadzam. Tutaj już nie ma miejsca na milczenie, na bezsilne zaciśnięcie zębów, machnięcie ręką i przejście do normalności. Teraz już naprawdę potrzebna jest rzetelna debata o stosunkach polsko-żydowskich, debata, która pozwoli wyciągnąć właściwe wnioski na dzisiaj i na przyszłość. My Polacy tej debaty nie unikniemy, a ona się przecież jeszcze nie odbyła, mimo że temat tak często poruszano w rozlicznych publikacjach.

    Gdy spojrzeć na dotychczasowy przebieg tzw. "dialogu polsko-żydowskiego", to trzeba stwierdzić, że nie ma chyba przykładu innej dyskusji, w której tak bardzo uciekano by od prawdy. Przykładu hipokryzji dostarczają sami uczestnicy dotychczasowego "dialogu". Jakże często się zdarza, że w dwustronnej wymianie zdań uczestniczy wyłącznie jedna strona, bo również w imieniu Polaków wypowiada się Polak pochodzenia żydowskiego, przy czym często jest to osobą, która przy innych okazjach demonstruje swą żydowskość jako główną identyfikację. W tej wczesnej "debacie" Tygodnika Powszechnego było to zjawisko nagminne i nikomu nie przyszło do głowy, by przy rozmowie na taki właśnie temat, uczciwie uściślić na samym początku z jakiej pozycji autor się wypowiada. Zresztą ówczesny redaktor naczelny Jerzy Turowicz też tego nie zrobił, a nawet, jak się później okazało, nie miał oporów, by jako reprezentant polskich katolików, mimo klasycznej sytuacji konfliktu interesów, uzgadniać z Żydami usunięcie SS.Karmelitanek z Oświęcimia. Z drugiej strony dotychczasowy "dialog" nigdy nie był dyskusją równoprawnych stron - że strony polskiej pełen dobrej woli, delikatności, unikający wysuwania choćby najbardziej zasadnych oskarżeń - że strony żydowskiej pełen tupetu, arogancji, zawsze atakujący, dążący do upokorzenia strony przeciwnej. Nie dziwne więc, że nawet najbardziej odporni (np. Ks. W.Chrostowski) rezygnowali z udziału w tej fikcji. Potrzebny jest zatem najpierw polsko-polski dialog, bo chodzi o wypracowanie wspólnego stanowiska, jak my Polacy w tej sytuacji mamy się zachować? Jak w imię minionych i przyszłych pokoleń Polaków trzymać się chrześcijańskich norm moralnych, nie rezygnując ani trochę z Prawdy? Czy wolno "dla świętego spokoju" rezygnować z Prawdy, zwłaszcza gdy w grę wchodzi dobre imię własnego Narodu?

    Niniejszym artykułem pragnę pobudzić do takiej polsko-polskiej dyskusji. Niech ona będzie publiczna, bo nie mamy niczego do ukrycia. Zdając sobie sprawę z trudności związanych z tak szczególną debatą, pragnę rozpocząć od kilku uwag wstępnych:

    1. Wypowiadam się w duchu prawdy, tak jak ją widzę na podstawie własnej wiedzy i obserwacji. W kwestiach polsko-żydowskich nie mam żadnych kompleksów i nie dbam o to, czy ktoś nazwie mnie antysemitą. Swój stosunek do Żydów znam najlepiej ja sam i nie dotkną mnie żadne oskarżenia, zwłaszcza te, które są tak powszechnie szafowane, by uniemożliwić wyraźną artykulację argumentów. Nie mam do Żydów żadnych uprzedzeń, raczej jest to stosunek dość neutralny, który jest następstwem własnych doświadczeń. Spotkałem wielu Żydów mądrych, czasem wybitnych, przyjaznych, ciekawych i wewnętrznie dobrych, spotkałem też beznadziejnie głupich, małych, a nawet nikczemnych, szczycących się "osiągnięciami", za które normalny człowiek powinien się wstydzić. Te doświadczenia dają mi komfort unikania uogólnień w stosunkach z pojedynczymi ludźmi, natomiast nie można tego komfortu przenosić na rozważania relacji dwóch narodów, bo tutaj uogólnienia są niezbędne.

    2. Stosunek wzajemny dwóch narodów jest pochodną indywidualnych relacji zachodzących pomiędzy ich członkami, ale próba jego całościowego ujęcia wymaga oderwania się od pojedynczych doświadczeń. Nie można swoich osobistych wrażeń utożsamiać z bardziej ogólnymi zjawiskami. A jednak indywidualne doświadczenia mają tutaj zasadniczy wpływ. Nikt nie jest wolny od uogólnień, bo naturą myślenia człowieka jest indukcyjna - na podstawie wielu podobnych przypadków formułujemy na własny użytek wnioski. Nikt się nie dziwi, gdy oceniamy złe postępowanie swego rodaka, mówiąc że "robi nam złą opinię", podobnie, gdy jesteśmy dumni z osiągnięć Polaka, mimo że poza przynależnością do tego samego narodu mamy niewiele wspólnego z tymi osiągnięciami. Wszyscy przyjmujemy te zachowania jako całkowicie naturalne, ponieważ wiemy, że inni oceniając nas jako naród opierają swoją ocenę na uogólnieniu obserwacji dotyczących wielu pojedynczych przypadków. Także na opinię o Żydach zasadniczy wpływ muszą mieć indywidualne doświadczenia i obserwacje. I dobrze, że tak jest, bo możemy się oprzeć także na swoich, często pozytywnych doświadczeniach. Gdybyśmy mieli w Polsce poprzestać na ocenie tych Żydów, którzy biorą aktywny udział w życiu publicznym, opinia byłaby zapewne skrajnie negatywna.

    3. Proponowana debata musi mieć znaczny stopień ogólności, bez zbędnego wnikania w szczegółowe przykłady historyczne, czy współczesne. Jednak znajomość szczegółów dotyczących zarówno historii, jak i współczesności stosunków polsko-żydowskich, jest niezbędna dla kompetentnego udziału w dyskusji. Tylko taka pełniejsza wiedzą umożliwia oderwanie się od subiektywizmu, który wynika z własnego, z natury rzeczy bardzo wąskiego, doświadczenia. Na szczęście istnieje bogatą faktografia dotycząca tematu, z którą każdy może się zapoznać, a sama współczesność przynosi nowe zjawiska, których medialne nagłośnienie zapewnia ich powszechną znajomość. Historia mojego osobistego zainteresowania się tematem stosunków polsko-żydowskich sięga okresu mego pobytu w Stanach Zjednoczonych w latach 1982/84. Zetknąłem się wtedy z objawami tak bardzo intensywnej antypolskiej kampanii środowisk żydowskich, że musiałem sobie postawić pytania: O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego Polskę, powaloną na kolana stanem wojennym, kopię się tak brutalnymi i niesprawiedliwymi oskarżeniami? Ile w tych oskarżeniach jest prawdy? Skąd bierze się u amerykańskich Żydów tak zajadła nienawiść do Polski? Od tej pory przeczytałem wiele książek, artykułów i opracowań, także na bieżąco śledziłem wszystkie istotne wydarzenia związane z polsko-żydowskimi stosunkami. Z biegiem czasu narastała jednak moja irytacją demonstrowaną skalą zakłamania i ewidentnym unikaniem prawdziwego, uczciwego dialogu. Prowokację J.T.Grossa w sprawie Jedwabnego uznałem za punkt zwrotny, za moment, w którym należy sprawy podsumować.


    Przedstawiam więc moje indywidualne podsumowanie stosunków polsko-żydowskich, a także wnioski, jako głos w debacie, która być może zostanie podjęta. Udział w takiej debacie Polaków, którzy podobnie jak ja nie należą do grona ekspertów w dziedzinach historycznych, byłby bardzo pożądany. W gruncie rzeczy chodzi o wypracowanie wspólnego stanowiska, które mogłoby dać jasne wskazania dla naszych przyszłych zachowań.

    Niezależnie od subiektywnych odczuć, na podstawie powszechnie uznanych faktów historycznych można ustalić zasadnicze, ogólnie obiektywne prawdy dotyczące stosunków polsko-żydowskich:


    Tysiąc lat gościnności

    Przez blisko dziesięć wieków Żydzi masowo osiedlali się w Polsce, gdzie znajdywali dla siebie przystań i dobre warunki do normalnej, godnej człowieka egzystencji. Prześladowani i wypędzani zewsząd, właśnie w Polsce znajdywali schronienie, warunki do przetrwania i pełne możliwości rozwoju. Tolerancyjna katolicką Polska, nazywana przez nich samych Paradisus Judeorum, dawała im przywileje stwarzające warunki często lepsze niż te, którymi musiała się zadowolić miejscowa ludność, będąca gospodarzem polskich ziem. Bez względu na sporadyczne występowanie przypadków przeczących ogólnej zasadzie, los Żydów w Polsce był nieporównanie lepszy niż w jakimkolwiek innym kraju. Dowodem na taki stan rzeczy jest fakt niezależny od wszelkich spekulacji historycznych, mianowicie niezaprzeczalny fakt, że na terenach Rzeczpospolitej przed drugą wojną światową zgromadziło się 80% całej populacji Żydów. Tylko dzięki Polsce Żydzi przetrwali jako naród, zachowali swoją odrębność, rozwinęli własną kulturę, religię i wykształcili elity, które później umożliwiły im budowę własnej państwowości.


    Brak lojalności wobec Polski

    Pozytywny stosunek Polaków do Żydów był w znacznym stopniu utrudniony słabą skłonnością Żydów do asymilacji, ich demonstracyjną obcością i wewnętrznie kultywowaną wrogością do nie-Żydów, która była wręcz dyktowana nakazami Talmudu. Nielojalność wobec państwa i narodu polskiego zawsze przeważała w postawach Żydów. Tej generalnej cechy społeczności żydowskiej, która ujawniała się w szczególnie trudnych momentach historii, nie mogą zrównoważyć jasne przykłady patriotyzmu i identyfikacji z Polską niektórych ich przedstawicieli. Skrajnych przykładów zbiorowej nielojalności dostarczają potwierdzone fakty historyczne np. skandaliczny pomysł utworzenia Judeopolonii, współpraca z zaborcami, a zwłaszcza, powszechnie z irytacją odnotowane, demonstracyjnie przyjazne zachowanie się Żydów wobec najeźdźców Polski. Sporadycznie witano nawet wkraczających na tereny polskie Niemców, natomiast entuzjazm większości Żydów i współpraca z najeźdźcą sowieckim w pełni wyczerpała znamiona masowej zdrady Polski. Także powszechne wśród Żydów wsparcie dla komunizmu, bez względu na motywację, było faktem ujawniającym wrogość wobec narodu polskiego, który w swej przeważającej części uznawał komunizm za zagrożenie. Nielojalność wykazana przez Żydów w czasach powojennych zasługuje na osobne omówienie.


    Polacy wobec Zagłady - test Człowieczeństwa

    Mimo tej nielojalności, a często jawnej wrogości Żydów, Polacy tolerowali taki stan rzeczy z wielką wyrozumiałością. W przeciwieństwie do innych krajów, w Polsce nie było pogromów, ani atmosfery zagrożenia dla Żydów. W okresie międzywojennym narastała niechęć, która miała podłoże czysto ekonomiczne i polityczne, wiążące się z zagrożeniem komunistycznym. Ta rodząca się niechęć nie stwarzała wszakże żadnego fizycznego zagrożenia - wykazują to liczby Żydów napływających do Polski w całym okresie międzywojennym. Zwiększająca się liczebność Żydów zaczynała zresztą przekraczać 10-procentowy próg, uznawany jako socjologiczny próg, przy którym rodzą się trudności współżycia z agresywną mniejszością. W tej trudnej i skomplikowanej sytuacji historia poddała Polaków najcięższej próbie, stawiając ich wobec zagłady Żydów realizowanej przez okupanta niemieckiego, przy całkowitej obojętności świata, przy obojętności przywódców antyhitlerowskiej koalicji, a zwłaszcza przy zdumiewającej bezczynności Żydów amerykańskich. Ten skrajnie wymagający test człowieczeństwa Polacy zdali celująco. Jeżeli ktoś dzisiaj próbuje kwestionować zachowanie się w tej sprawie narodu polskiego w latach okupacji, to jest łajdakiem niegodnym podejmowania jakiejkolwiek rozmowy. Głupota i brak wyobraźni nie jest tutaj żadnym usprawiedliwieniem, nie sposób tolerować tak żenującej pogardy dla prawdy. W obliczu własnej tragedii i stanu permanentnego zagrożenia udzielano Żydom pomocy w każdej części kraju. Była to często pomoc nie na miarę możliwości, ale znacznie przekraczająca tę miarę, aż do granicy bohaterstwa, aż do poświęcenia własnego życia, a nawet życia własnej rodziny, czy lokalnej społeczności. Pretensją o to, że za mało było bohaterów, że wszyscy Polacy winni byli ryzykować swoje życie dla ratowania Żydów, jest przyznaniem się do prawdziwie rasistowskiego przekonania, że życie Żyda jest wartością bardziej cenną, niż życie Polaka. W tym trudnym czasie okazało się, że nawet Polacy, którzy wcześniej okazywali swą niechęć do Żydów, brali powszechny udział w ich ratowaniu, także w strukturach organizacyjnych, takich jak Żegota.

    Jest rzeczą zdumiewającą jak rzadko Polacy chwalą się tą pomocą i poświęceniem, jak często wykazują wręcz niezrozumiałą skromność, która powinna wywołać rumieniec wstydu na twarzach obłudnych oskarżycieli. Jakże wymowne jest milczenie o tych sprawach że strony duchowieństwa i zgromadzeń zakonnych w Polsce. Ich ofiarność w tym okrutnym czasie próby jest najbardziej dobitnym świadectwem wierności swemu powołaniu. I jeżeli marginalne w skali narodu postawy szmalcowników stawia się jako przeciwwagę temu bohaterstwu, to ręce opadają. Nawet nie jest znana przynależność narodową anonimowych szmalcowników, a tych, którzy nie byli anonimowi po prostu fizycznie, z pełną odpowiedzialnością i nagłośnieniem, eliminowano. Narzuca się retoryczne pytanie - czy znane są udokumentowane przypadki, gdy Żyd oddał, a choćby ryzykował swoje życie dla Polaka? A przecież nie chodzi tutaj tylko o czasy wojny. Trudno pominąć milczeniem rzecz bardzo szczególną - Żydzi bezpośrednio uratowani przez Polaków, także Żydzi, których rodziny zostały ocalone dzięki pomocy Polaków - ci właśnie Żydzi też biorą udział w haniebnej deformacji prawdy o czasie zagłady. Nie warto przytaczać przykładów, bo tych prawdziwie żałosnych postaci jest bardzo wiele, często są to osoby tak bardzo publiczne, że trudno uniknąć uogólnienia prawdy o "żydowskiej wdzięczności".

    Jak na to wszystko reagować, jakie wyciągać wnioski? Bodaj najbardziej tragiczną w swej symbolice refleksję, wyrażoną po wielu latach od tamtych wydarzeń, miałem okazję zauważyć w zakończeniu pewnego dokumentalnego filmu o prostym wieśniaku, który za uratowanie Żydów został odznaczony medalem "Sprawiedliwy wśród narodów świata". Autor reportażu na koniec zapytał: "Czy dzisiaj, wiedząc to wszystko..., czy zrobiłby pan to samo jeszcze raz?" Odpowiedź była krótka, zdecydowana i najwyraźniej już wcześniej przemyślana: "Nigdy!" Ta prawdziwie tragiczna konkluzja zmusza nas do powstrzymania się od wszelkich wyobrażeń, jak zdalibyśmy dzisiaj tak wymagający egzamin.


    Udział Żydów w zniewalaniu Polski po wojnie

    Po zdradzie Polski dokonanej u schyłku wojny przez sojuszników rozpoczęto budowanie narzuconego Polsce systemu, który początkowo budził powszechny i rozpaczliwy opór Polaków. Zmęczone wojną, pozbawione elit przywódczych, zmaltretowane niewyobrażalnym terrorem, polskie społeczeństwo nie było w stanie przeciwstawić się kolejnej agresji. Wielu Polaków zaangażowało się w tworzenie nowej rzeczywistości z mniejszym, lub większym entuzjazmem, ale bezradna większość musiała się po prostu przystosowywać do nowej sytuacji.. Fałszowane wyniki wyborów i referendum, eliminacja fizyczną najbardziej wartościowych elit, a także ogólne zastraszenie i nędza ekonomiczną zmuszająca do zabiegów o biologiczne przetrwanie, a zwłaszcza świadomość ciągłego zagrożenia że Wschodu, to warunki nie dające żadnych szans Polakom.

    W tej szczególnie opresyjnej dla Polaków sytuacji, przed egzaminem stanęli także Żydzi. Negatywny wynik tego egzaminu jest w zasadzie całkowicie do dzisiaj przemilczany w ogólnych rozważaniach stosunków polsko-żydowskich. Są liczne publikację omawiające udział i zbrodnie dokonywane przez konkretnych Żydów w czasach powojennych, ale nikt nie odważa się podsumować tego okresu w ogólnym kontekście stosunków polsko-żydowskich. Nie ma zresztą nawet żadnej dyskusji na ten temat, bo tak właśnie zaplanowano rozwój "debaty". Dość przypomnieć, że owa, wspomniana już "debata" w Tygodniku Powszechnym w 1987 roku odbywała się w czasie, gdy publicznie nawet nie było wolno krytykować komunizmu. Wiemy jednak dzisiaj dużo o tych czasach, znamy nazwiska i narodowość ludzi, którzy skupiali w swych rękach pełnię władzy, znamy nawet skład narodowościowy list prokuratorów wojskowych, kierownictwa różnych szczebli Urzędu Bezpieczeństwa, publicystów i twórców tworzących oprawę propagandową. Znamy na tyle, że nie wnikając w szczegóły, stwierdzenie, że "Żydzi mieli znaczący udział w zniewalaniu Polaków po wojnie" można uznać za dalsze od prawdy, niż stwierdzenie, że "Żydzi stanowili główną siłę realizującą zniewolenie narodu polskiego". Przecież świadomość tej decydującej roli istniała także w kręgach ówczesnej władzy, która starała się ukrywać dominację Żydów w kręgach decyzyjnych. Nawet anegdotyczne wspomnienia o Zofii Gomułkowej (dziwnym zbiegiem okoliczności Żydówce), która osobiście lustrowała profile kandydatów na stanowiska, by zanadto nie zdradzały ich pochodzenia, jest też dokumentem przekazującym prawdę o sytuacji. Nie chodzi tutaj o analizę działań poszczególnych osób, o rozważanie kto był zbrodniarzem, kto tylko łajdakiem, a kto, być może nawet chciał służyć Polsce. Chodzi o stwierdzenie faktu, że system zniewolenia Polski po drugiej wojnie światowej, realizowany przy aktywnym uczestnictwie niektórych Polaków, był w całości przez Żydów kontrolowany. Mimo wielu fal wyjazdów z Polski, a w niektórych okresach nawet ucieczki przed odpowiedzialnością za zbrodnie, udział Żydów w rządzeniu i dalszym zniewalaniu Polski pozostał znaczący w całym powojennym czasie. Przecież to nie Polacy wymyślili lapidarne określenie: "Chamy i Żydzi", by opisać sytuację frakcyjnych podziałów w wyższych kręgach partyjnych. Istnienie dwóch frakcji, walczących że sobą, a więc dysponujących porównywalnymi siłami, gdy w jednej z nich dominują Żydzi, to kuriozalna sytuacja w kraju, w którym "Żydów nie ma". I chociaż wciąż głosi się takie hasło, dzisiejszą obecność Żydów w kręgach decydujących o Polsce, dalece przekracza jakiekolwiek rozsądne proporcje, które mogłyby wynikać z naturalnych dróg awansu.

    Często przytacza się bardzo słuszne rozumowanie: "Przecież pochodzenie człowieka nie ma żadnego znaczenia, ważne jest, czy ludzie dobrze spełniają swoje zawody, funkcję, stanowiska". Tylko, że rozumowanie takie nie dotyczy sytuacji, z jaką mamy do czynienia. Wszystko zaczyna się od problemu, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy w oczywisty sposób niedobrze spełniają swoje funkcję. Rozumowanie idzie całkiem innym torem. Najpierw stwierdzamy, że Gazeta Wyborcza, czy Tygodnik Powszechny kłamie i manipuluje, a potem dopiero zastanawiamy się kim są ludzie, którzy to realizują. I nagle odkrywamy na podstawie całkowicie oficjalnych, publicznych przekazów, że w jakiś szczególny sposób w grupie tej dominują osoby pochodzenia żydowskiego. Możemy się zastanawiać jak to się stało, że przy tak nielicznej mniejszości, całkiem przypadkowo i fluktuacyjnie, właśnie w tak wrogich Polsce środowiskach, zebrała się grupa ludzi, których łączy żydowskie pochodzenie. Przy powszechności takich obserwacji, nie da się utrzymać złudzenia, że w grę wchodzi przypadkowość - zatem mamy do czynienia że świadomym doborem, że wszystkimi wypływającymi z tej konstatacji wnioskami.
    Dzisiaj narasta świadomość, że mamy do czynienia z kolejnym, być może najgroźniejszym historycznie procesem zniewalania Polski. Na podstawie licznych obserwacji nie da się uniknąć przykrego uogólnienia, że znaczący udział Żydów w tym procesie jest faktem. Jest to fakt tym bardziej złowieszczy, że często chodzi o ludzi bezpośrednio rodzinnie powiązanych że znienawidzoną grupą powojennych realizatorów totalitarnego zniewolenia.

    Jeżeli komuś takie podsumowanie najważniejszych elementów stosunków polsko-żydowskich wyda się być zbyt negatywnym przejaskrawieniem, to polecam mu uruchomienie wyobraźni i zastanowienie się, jak wyglądałyby oskarżenia, gdyby historię odwrócić, gdyby to Żydzi mieli podstawę do wysunięcia tej rangi zarzutów wobec Polaków. Można tylko wierzyć, że prawdziwi Polacy żydowskiego pochodzenia, a więc ci, którzy nie zapominając o swoich korzeniach, uznają się za Polaków, oceniają sytuację bardzo podobnie, choć jest to dla nich na pewno znacznie trudniejsza, wręcz bolesna synteza. Ale to właśnie istnienie tej grupy Żydów, którzy od pokoleń wybrali i ukochali Polskę jako swoją Ojczyznę i stali się pełnoprawnymi członkami Polskiego Narodu, to właśnie ich obecność ratuje nas przed uogólnieniem do końca, które może rodzić autentyczny antysemityzm. Wielu z nich nieśmiało i z rzadka zabiera głos, wielu bardziej zdecydowanie sprzeciwia się samozwańczym uzurpatorom, którzy swym postępowaniem świadomie i bezkarnie budują niechęć do Żydów. Niestety, są to głosy bardzo słabo słyszalne i bardzo jednostkowe, pozostające zasadniczo bez wpływu na ogólny obraz stosunków polsko-żydowskich. Ton nadają najbardziej negatywne elementy, w przedziwny sposób postępujące tak, jakby chcieli kierować się instrukcjami podanymi im przez prowokatora, który spisał dla nich falsyfikat pod tytułem "Protokoły Mędrców Syjonu". Bieg spraw pokazuje, że z tymi uzurpatorami dialog jest najzwyczajniej niemożliwy, pozostaje poczekać na czas, gdy Żydzi wewnętrznie uporają się z problemem, kto ich naprawdę powinien reprezentować, kto rzeczywiście wyraża ich prawdziwą wolę życia w harmonii z Polakami.


    Dzisiaj dialog polsko-żydowski jest niemożliwy

    Jeśli naprawdę chcemy wierzyć, że w swej przeważającej większości Żydzi pragną dobrych stosunków z Polakami, to przecież musimy tę wiarę podeprzeć rzeczywistymi argumentami, które ukażą, że dotychczasowe obserwacje i praktyka dają fałszywy obraz sytuacji. Ale ta abstrakcyjną, bo niewidoczną większość, milczy, a wszystkie zorganizowane grupy, czy jednostki, wypowiadające się w jej imieniu zniechęcają do podjęcia dialogu. Czy można podejmować dialog według schematu, w którym żydowska strona wymyśla kolejne nieprawdopodobne oskarżenia, a strona polska skupia się na wysiłkach, by wykazać, że są to oskarżenia nieprawdziwe? Spójrzmy na znaczące przykłady:

    Przez całe dziesięciolecia funkcjonuje obezwładniający mit o odpowiedzialności Polaków za pogrom kielecki - mit, który jest wciąż przytaczany w większości wypowiedzi jako symbol krzywd, których doznali Żydzi od Polaków. Dzisiaj, choć wciąż nieoficjalnie, znamy całkiem inną prawdę o tej zbrodni, wiemy nawet kto uczestniczył i kto dzisiaj uczestniczy w tuszowaniu tej, niewygodnej dla użytkowników mitu, prawdy. Gdyby ktoś naprawdę musiał dokonać beznamiętnego uogólnienia odpowiedzialności za tę zbrodnię, to sam skład narodowościowy Urzędu Bezpieczeństwa w tym czasie uprawniałby go do stwierdzenia większej odpowiedzialności Żydów, niż Polaków - nikt jednak nie ma zamiaru wdawać się w dialog na tym poziomie.

    Przez wiele lat książka Jerzego Kosińskiego "Malowany ptak" funkcjonuje w świecie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, jako autentyczna autobiografia, ukazująca okrutne przeżycia dziecka żydowskiego w latach okupacji - oddziaływanie tej powieści na opinię o antysemityzmie Polaków jest nie do przecenienia. Nie jest łatwo podważać oskarżenia oparte na jednostkowych losach - przecież wszystko może się zdarzyć. Szczęśliwy traf, połączony z wielkim wysiłkiem i uporem pani Joanny Siedleckiej, pozwolił ujawnić mistyfikację. Prawda okazała się być skrajnie negatywna, wręcz zabójcza dla autora, ale kłamstwo spełniło swoją rolę.

    Gdy, z namaszczeniem redaktora naczelnego Gazety Wyborczej, Michał Cichy bezpardonowo oskarżył powstańców warszawskich o dobijanie resztek Żydów z getta warszawskiego, obalenie tego paskudnego oskarżenia wymagało kilku miesięcy pracy Leszka Żebrowskiego i napisania obszernej książki p.t. "Paszkwil Gazety Wyborczej". A potem cisza - Michnik i Cichy funkcjonują dalej i zapewne poszukują jeszcze bardziej "wyrafinowanych", trudnych do obalenia, fałszywych oskarżeń - a dlaczegóżby nie, przecież nie ponieśli żadnych konsekwencji.

    Prowokacja Grossa w sprawie Jedwabnego jest kontynuacją tej samej metody. Jednak sama istota, światowy zasięg i potencjalne skutki tej właśnie prowokacji muszą nas doprowadzić wreszcie do zdecydowanego powstrzymania tego procederu. Ujawnienie, w sposób nie budzący wątpliwości, wielu kłamstw Grossa powinno już dawno doprowadzić go przed sąd - opinia publiczna powinna stosownie potraktować wszystkich odpowiedzialnych za wsparcie tej prowokacji, w której ujawniła się niegodna postawa wielu osób publicznych.

    Żaden dialog nie jest możliwy, gdy nawet ustalenie faktów i obalenie oskarżeń nie rodzi odpowiednich skutków. Mit odpowiedzialności Polaków za pogrom kielecki nadal funkcjonuje, "autobiografia" J.Kosińskiego nadal jest czytana z nieznajomością prawdy, Gazeta Wyborcza jest nadal kupowana, a dobre samopoczucie Grossa i jego otoczenia wydaje się nie maleć. Jest trochę tak, jak z fikcyjnym obrazem z wiersza Miłosza o Polakach bawiących się na karuzelach w tle płonącego getta. Sam poeta już dawno sprawę jednoznacznie wyjaśnił jako własną poetycką wizję, nie opartą na rzeczywistych faktach. Gdy w debacie Tygodnika Powszechnego z 1987 roku przedstawiono tę metaforę jako rzeczywistość, odezwali się świadkowie. Mimo generalnej jednostronności debaty dopuszczono wtedy krótką wypowiedź oburzonego świadka wydarzeń, który przypomniał fakty i uznał takie fałszerstwo za tryumf propagandy Goebbelsa. Wydawało się, że przynajmniej ta sprawą jest definitywnie zamknięta. Mimo to w jednym z ostatnich artykułów tej samej debaty fałszerstwo zostało jeszcze raz powtórzone. Jeśli w dyskusji nie można ustalić wspólnego spojrzenia nawet na wyjaśnione do końca sprawy, to nie da się uniknąć konkluzji, że chodzi chyba o coś całkiem innego niż dialog.

    W tym miejscu muszę jeszcze raz powrócić do wniosku sformułowanego w początkowej części tego artykułu. Właśnie wśród Żydów są osoby, które różnymi metodami, ustawicznie i świadomie budzą niechęć do wszystkich Żydów - to właśnie ich społeczność żydowska powinna uznać za skrajnych antysemitów. Milczenie tej społeczności wobec ciągłych prowokacji A.Michnika, J.Urbana, K.Geberta, J.T.Grossa i wielu innych jest poważnym zaniedbaniem.


    Kontekst zewnętrzny

    Nie można w podsumowaniu stosunków polsko-żydowskich pominąć doświadczeń innych narodów w stosunkach z Żydami. Tropienie antysemityzmu, lub niechęci do Żydów dotyczy prawie wszystkich - w zależności od potrzeb i aktualnej koniunktury oskarżenia falują w różne strony, chociaż Polacy są "wyróżniani" w sposób szczególny. Nikomu z oskarżających nawet nie przeszkadza narzucający się w tej sytuacji wniosek, że powszechność niechęci do Żydów każe w nich samych poszukiwać problemu. Często się mówi, że niechęć do Żydów wynika z rozpaczliwych poszukiwań kozła ofiarnego, gdy ludzie nie potrafią rozwiązać swoich problemów. Przytacza się bzdurny slogan, że "nawet gdyby Żydów nie było - niektórzy by ich wymyślili", który rzekomo opisuje sytuację. Być może istnieją bezmyślni ludzie kierujący się prostackimi argumentami, nie miałyby one wszakże żadnej nośności, gdyby zabrakło autentycznie niepokojących obserwacji, które skłaniają ludzi myślących do zastanowienia.

    Przed laty "obdarowano" Japonię falą zarzutów o antysemityzm - mieliśmy klasyczny przykład kraju, w którym Żydów nie ma, a antysemityzm jest. Z całej serii artykułów na ten temat można było jednak wywnioskować, że popularność "antysemickiej literatury" wystawianej w wydzielonych miejscach japońskich księgarni, co było głównym objawem zjawiska, ograniczała się do Japończyków działających na rynkach finansowych, którzy nie "wymyślili" Żydów, a raczej się z nimi konkurencyjnie zetknęli.

    Przed ponad półwieczem można by spekulować na temat - jak współżyliby Żydzi z innym narodem, gdyby mieli własne suwerenne państwo i możliwość bezpośredniego decydowania o własnym losie i zachowaniu. Dzisiaj już nie trzeba spekulować - cały świat obserwuję sytuację na Bliskim Wschodzie, gdzie już trzecia generacja Palestyńczyków doświadcza koszmaru tego współistnienia. Wymowa faktów jest oczywista, demokratycznie dokonywane wybory wyznaczają też zbiorową odpowiedzialność, chociaż także tej odpowiedzialności nie wolno przenosić na poziom indywidualny. Nie sposób jednak marginalizować wpływu tego wyrazistego i smutnego przykładu na generalny stosunek do Żydów, gdziekolwiek by nie zamieszkiwali. W przypadku Polaków, aż skóra cierpnie na myśl o możliwych konsekwencjach realizacji pomysłu z Judeopolonią.



    Wnioski

    Rodzi się zatem pytanie - jak my Polacy mamy się w tej sytuacji zachować? Jak mamy na to wszystko odpowiedzieć, by przerwać ciąg prowokacji, które stałe pogarszają polsko-żydowskie relacje?

    Na pewno nie możemy się poddawać prowokacjom, trzeba więc unikać wchodzenia na drogę wzajemnych oskarżeń i awantur. Nie możemy przecież w odpowiedzi na kłamstwa o Jedwabnem domagać się, by w całej Polsce, w miejscu każdej katowni UB wmurować tablicę z nazwiskami zbrodniarzy żydowskich, którzy torturowali i zabijali najlepszych polskich patriotów, mimo że byłoby to zgodne z logiką drugiej strony. Musimy postępować inaczej, by okazać swoją zdolność do miłosierdzia, naszą gotowość do częściowej rezygnacji że sprawiedliwości. Nie wolno nam jednak rezygnować z prawdy, a okazanie miłosierdzia musi być poprzedzone gotowością drugiej strony do zmiany postępowania. Na to się jednak dzisiaj nie zanosi i trzeba cierpliwie czekać.

    Dzisiaj natomiast musimy uznać, że wielowiekowe doświadczenie naszego współżycia z Żydami po prostu się nie udało, że jest coś co sprawia, że do siebie nie pasujemy. Gdy analizujemy własną postawę, to mamy prawo powiedzieć, że nie ma w historii ludzkości podobnego przykładu, by inny naród dał od siebie drugiemu narodowi tyle, ile Polacy dali Żydom. Jeżeli więc nawet to nie przyczynia się do zmiany nastawienia, jeżeli nie ma elementarnej wdzięczności, a są fałszywe i niesprawiedliwe oskarżenia, jeżeli nie ma przeproszenia, a są niekończące się pretensje i w ślad za tym obłędne, często bezczelne żądania, to...., ....to trzeba powstrzymać emocje i nie wystawiać drugiej stronie rachunku, w którym nawet nie jesteśmy w stanie wycenić ani własnych zasług, ani krzywd. Trzeba postąpić tak, jak postępuje się w stosunkach międzyludzkich, gdy pojawiają się autentyczne trudności i wyczerpane są wszystkie racjonalne możliwości ich przezwyciężenia - trzeba się rozstać, nie zamykając drogi do zmiany tego stanu rzeczy w przyszłości. Trzeba więc zamrozić wszelkie kontakty że zorganizowanymi środowiskami żydowskimi, które realizują obecną linię, trzeba odsunąć z polskiego życia publicznego wszystkie osoby, które obrażając nas świadomie budują niechęć do Żydów. Takiego podejścia nie wolno zadekretować, a tym bardziej instytucjonalizować - to należy realizować praktyką powszechnego bojkotu. Jednocześnie trzeba otwierać się na wszelkie pozytywne objawy, które obiecują wejście na drogę Prawdy i tworzenie warunków do harmonijnego współżycia. W takiej sytuacji szczególnie ważnym zadaniem musi być pielęgnowanie kontaktów i przyjaźni z Polakami, którym świadomość i duma z własnych żydowskich korzeni nie przeszkadza identyfikować się w pełni z Polskim Narodem. Bardzo chciałbym, by ktoś znalazł lepsze rozwiązanie - to rozwiązanie musi jednak uwzględniać pilną potrzebę przełomu. Dzisiejszą sytuacja nie może już trwać - nasz drugi policzek jest bardzo obolały, a trzeciego naprawdę nie mamy.



    Kraków, 25 sierpnia 2002 Rafał Brodą
  • @Zbójnicki pies 17:24:28
    "Żydów w Polsce dzisiaj nie ma" - tym stwierdzeniem rozpoczyna się prawie każdy artykuł na temat stosunków polsko-żydowskich"

    Wystarczy spojrzeć na marsz kodziarzy.Tam prawie samo żydostwo maszeruje .Jak sami twierdzą 50 tysięcy albo i więcej.We Wrocławiu na manifestacji kod-u też żyd żyda żydem pogania.Skąd się tyle zarazy nabrało?
  • @matterhorn 17:57:59
    Cudowne rozmnożenie ???
  • @Zbójnicki pies 11:27:49
    Edytowałem, ale nie mogłem sobie poradzić ze sformatowaniem. Właśnie próbuję o to kogoś poprosić.
  • @Arjanek 16:55:54
    Tylko z pozycji siły można z nimi coś osiągnąć. Nie ma kompromisu między dobrem a złem. Dziękuję za link.
  • @Zbójnicki pies 17:24:28
    Dziękuję za uzupełnienie w czytelnej formie.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

ULUBIENI AUTORZY